— Grałyśmy z mistrzyniami Polski i myślę, że wynik nie do końca odzwierciedla to co działo się na boisku. Wydaje mi się, że postawiłyśmy rywalkom trudne warunki i pewnie trochę zaskoczyłyśmy kibiców naszą ciekawą grą. Szkoda, że nie udało nam się zdobyć chociaż jednego punktu, bo wydaje mi się, że była na to szansa – mówiła po spotkaniu Martyna Żukowska, reprezentująca barwy Młynów Stoisław

Gospodynie rozpoczęły dość mozolnie i w swojej pierwszej akcji nie znalazły sposobu na dojście do bramki rywalek. Refleksem wykazały się natomiast szczypiornistki Zagłębia, które po skutecznej kontrze prowadziły 1:0. Nie musiały jednak długo czekać na odpowiedź miejscowych. W drugiej minucie był remis 1:1. Faworytkami spotkania były „Miedziowe”, co szybko zaczęło być widoczne nie tylko w dotychczasowych statystykach, ale także na parkiecie. Prowadziły już 4:1 (4. min), a „szczęśliwą” serię gości przerwała dopiero po dłuższej chwili Hanna Rycharska (8. min – 2:5). Mimo przepaści, która dzieli drużyny w ligowej tabeli, koszalinianki walczyły ambitnie. Udało im się zmniejszyć różnicę (4:6), gdy karę odbywała Daria Zawistowska, a kiedy lubinianki powróciły na boisko w pełnym składzie, zespoły długo grały „bramka za bramkę”. Gospodynie były blisko remisu w 15. minucie (9:10) po bramce Żanety Lipok. Aktualnym mistrzyniom Polski i liderkom superligowej rywalizacji w tym sezonie zaczęło brakować skuteczności, którą dotychczas torowały sobie drogę do kolejnych zwycięstw. „Przeszkadzała” im też Natalia Filończuk, bramkarka, której pomoc już nie raz okazała się dla koszalinianek bezcenna. Chociaż „Biało-zielone” długo dotrzymywały kroku wyżej notowanym przeciwniczkom, w ostatnich minutach pierwszej połowy w ich grze zaczęło się coś psuć. Miejscowym brakowało skuteczności i dotychczasowego tempa, co z powodzeniem wykorzystywały podopieczne Bożeny Karkut. Do przerwy prowadziły 19:13.

Początek drugiej połowy należał do ekipy gospodyń, które znacząco zmniejszyły dzielącą zespoły różnicę (38. min – 17:19) Rywalki tworzyły sobie korzystne sytuacje, ale nie potrafiły ich wykorzystywać lub na drodze stawała im bramkarka miejscowych, tym razem Alexandra Ivanytsia. Pierwszą bramkę po przerwie na koncie „Miedziowych” zapisała dopiero w 40. minucie Karolina Kochaniak-Sala. I można było się łudzić, że w lubińskim zespole coś się odblokuje. Nic bardziej mylnego. Wciąż lepiej prezentowały się koszalinianki, które postawiły też na mocną obronę, której brakowało w pierwszej części meczu (44. min – 19:20). Na kwadrans przed ostatnim gwizdkiem przyjezdne zaczęły co prawda zdobywać bramki z nieco większą niż dotychczas częstotliwością, jednak wciąż plany krzyżowała im doskonała w całym spotkaniu Martyna Żukowska (50. min – 22:24). „Miedziowe” przebudziły się dopiero w ostatnich ośmiu minutach spotkania. Tyle wystarczyło, by na nowo zbudować solidną przewagę i zwyciężyć z Młynami Stoisław, które mimo porażki z pewnością zaskoczyły nie tylko rywalki, ale też wielu sympatyków polskiego szczypiorniaka.

— Spodziewałyśmy się w Koszalinie trudnych warunków, tym bardziej, że gramy jeszcze w europejskich pucharach. Mamy za sobą dalekie podróże i brakuje nam czasu na treningi i regenerację. Wiedziałyśmy, że koszalinianki będą u siebie bardzo groźne. Tak jest w sumie zawsze. Na szczęście utrzymałyśmy naszą boiskową mądrość i „dowiozłyśmy” wynik do końca – mówiła po spotkaniu Kinga Jakubowska, reprezentująca barwy Zagłębia Lubin.

Skład i bramki Młyny Stoisław Koszalin: Natalia Filończuk, Alexandra Ivanytsia – Gabriela Urbaniak 2, Paula Mazurek 3, Anna Mączka 2, Żaneta Lipok 3, Aleksandra Zaleśny 1, Gabriela Haric, Martyna Żukowska 9, Hanna Rycharska 4, Daria Somionka, Adrianna Kurdzielewicz.

Skład i bramki MKS Zagłębie Lubin: Monika Wąż, Monika Maliczkiewicz – Kinga Jakubowska 7, Aneta Łabuda 1, Kinga Grzyb 2, Adrianna Górna 2, Joanna Drabik 2, Emilia Galińska 4, Daria Zawistowska 3, Karolina Kochaniak-Sala 5, Patricia Machado Matieli 4, Patrycja Noga, Jovana Milojević 1.