Ostatnie „święte wojny” były dla Ciebie wyjątkowo trudne, bo obserwowałaś je spoza parkietu. Jak przeżywałaś tamte spotkania?

Często mówi się, że znacznie gorzej ogląda się mecze, stojąc z boku niż na boisku. Nie można oczywiście powiedzieć, czy jest trudniej, czy łatwiej, ale emocje w obu przypadkach są ogromne. Myślę, że każda z zawodniczek przeżywa to na swój sposób. Teraz jednak najważniejsze jest to, by skupić się na wyzwaniach, stojących przed nami.

Jak nastawiasz się na sobotnie starcie? Wydaje się, że drużyna wróciła już na dobre tory.

Każda z nas jest niezwykle zmotywowana na to spotkanie, bo wiemy, jaką rangę mają mecze między zespołami z Lublina i Lubina. Możemy i musimy myśleć jednak tylko o sobie oraz skupić się na skuteczności.

Po ostatniej serii spotkań zostałaś wybrana Zawodniczką Tygodnia PGNiG Superligi Kobiet. Spodziewałaś się tego wyróżnienia?

Absolutnie nie! To dla mnie miła niespodzianka i jeszcze większa motywacja do dalszej pracy. Byłam bardzo zaskoczona, ale uważam, że na takie tytuły pracuje cały zespół. Jeśli by się dało, powinniśmy wybierać drużynę tygodnia, a nie zawodniczkę. Na dobre zagrania, bramki, nigdy nie pracuje jedna z nas, a wszystkie – nawet te, które siedzą na ławce, czy poza boiskiem.

Mimo wszystko twój powrót wiele dał zespołowi – zarówno na parkiecie, jak i w kwestiach mentalnych. Też to czujesz?

Dziękuję, jeśli ktoś tak uważa, ale według mnie ta drużyna potrzebowała po prostu czasu. Mieliśmy nowy skład, koncepcje, trenera i to właśnie czas odgrywał tu największą rolę.

Ty do gry wróciłaś na początku marca. Jesteś już na swoim optymalnym poziomie?

Jeszcze dużo pracy przede mną. To jeszcze nie jest ta forma, która była wcześniej i której bym chciała. Jestem jednak bardzo zmotywowana, by z meczu na mecz grać coraz lepiej.