Wygrane mecze kadry to z pewnością wyjątkowe chwile.

To jest także okazja do tego, by odetchnąć od grania ligowego z dziewczynami, z którymi znamy się „jak łyse konie”. Oczywiście to zależy od tego przeciwko komu gramy, ale zwykle są to zawodniczki, których się nie zna i jest to coś zupełnie innego. Do tego dochodzi zmiana towarzystwa, choć oczywiście znamy się z klubów, czy parkietów ligowych. To także ciekawa sytuacja, gdy zawodniczka jednego dnia jest twoją rywalką, bo występuje na co dzień np. w Zagłębiu Lubin, a za chwilę staje się koleżanką z reprezentacji.

To reprezentacyjne doświadczenie jest szczególnie istotne w kontekście klubowych rozgrywek europejskich?

Dokładnie tak. Dla nas oczywiście zawodniczki Bjelovaru nie są jedynie znakami zapytania. Mamy materiały wideo i analizujemy ich grę. Teoretyczne przygotowanie to jednak nie to samo co bezpośredni pojedynek.

Za tobą dwa mecze w reprezentacji. W pierwszym przeciwko Litwie brylowała w bramce Adrianna Płaczek. Przeciwko Szwajcarii jednak to już ty byłaś tą najjaśniej świecącą gwiazdą w bramce biało-czerwonych. Czułaś szczególną motywację, by pokazać się w tym spotkaniu z jak najlepszej strony?

Po prostu chciałam wejść i zagrać dobry mecz. Ada była lekko przeziębiona i nie była w swojej najlepszej dyspozycji. Trzeba było pomóc zespołowi i przede wszystkim wygrać to spotkanie.

Wróciłaś ze zgrupowania wraz z Martą Gęgą, Kingą Achruk, Romaną Roszak i Oktawią Płomińską. Udało wam się przelać entuzjazm po wygranych kadry do szatni biało-zielonych?

Entuzjazm jest wśród wszystkich zawodniczek niezależnie od tego czy pojechały na kadrę A, B, czy zostały w Lublinie. Najwięcej tego entuzjazmu będzie widać jednak w najbliższy weekend.

Wasze rywalki z Bjelovaru ostatni mecz ligowy rozegrały w środę. Czeka je także daleka podróż. Daje to wam nad nimi dużą przewagę?

To jest bardzo ważne. Dodatkowym atutem jest to, że gramy dwa mecze na naszym parkiecie i przed naszą publicznością. Nie musimy nigdzie jechać i mamy więcej czasu, by mysleć o spotkaniu z nimi. To sprawia, że jesteśmy w bardziej komfortowej sytuacji.

Dwumecz rozegrany w ciągu dwóch dni to duże wyzwanie? Nie będziecie miały właściwie żadnego czasu na regenerację, czy pomeczowe wnioski.

Na pewno jest to wyzwanie. Nie takie rzeczy się jednak już robiło.

Jak zachęciłabyś kibiców do tego, by przyszli obejrzeć te najbliższe mecze?

Przede wszystkim tym, że można przyjść. To w ostatnim czasie wcale nie było takie oczywiste. Zapraszamy. My jesteśmy spragnione tych meczów europejskich. Ligowych również. Przede wszystkim chcemy jednak grać dla kogoś. Chcemy grać dla publiczności, a nie tylko dla punktów, czy własnej satysfakcji. Potrzebny jest ten dodatkowy cel, jakim jest dostarczenie kibicom rozrywki i sportowych emocji.