Dawid Fedeńczak to drugi transfer w szeregach Azotów-Puławy. Dwudziestotrzylatek przyszedł do Puław z Sandra SPA Pogoni Szczecin i bardzo szybko znalazł wspólny język z nowymi kolegami w drużynie.  Prawoskrzydłowy w obszernym wywiadzie opowiada  o swoich pierwszych wrażeniach  z  nowego klubu, aklimatyzacji w zespole, presji, celach, rywalizacji z Andrijem Akimenko… i wiele więcej.

Azoty-Puławy: Jesteś w Puławach już ponad dwa tygodnie. Jakie było Twoje pierwsze wrażenie z puławskich obiektów sportowych?

Dawid Fedeńczak: W Puławach jest nowa, piękna hala. Nie widziałem jej jeszcze w środku, jedynie z zewnątrz, ale trzeba przyznać, że prezentuje się pięknie. Mam nadzieję, że szybko się do niej przeniesiemy. Dużym plusem jest to, że praktycznie wszystko jest na miejscu. Mamy w hali siłownię, odnowę biologiczną i bardzo blisko stadion, na którym często ostatnio bywamy.

Czy jest coś, co zaskoczyło Cię pozytywnie lub negatywnie w Klubie?

Na razie mogę powiedzieć same pozytywne rzeczy. Organizacja w klubie jest na bardzo wysokim poziomie. Obiekty sportowe są dobrze wyposażone i naprawdę jestem zadowolony.

Miałeś okazję już zwiedzić miasto?

Koledzy z drużyny od razu wzięli mnie na obchód miasta i pokazali kilka ciekawych miejsc. Zwiedziłem już Park Czartoryskich, byliśmy z chłopakami w kilku restauracjach. Miałem także okazję być na Marinie i przejść się bulwarem nad Wisłą. Puławy to bardzo fajne, małe miasteczko, ale ja lubię taki klimat. Miasto nie jest zakorkowane, nie ma tłumów na ulicach.

Opowiesz nam o kulisach Twojego transferu? Kto wykonał pierwszy ruch? To była Twoja decyzja, żeby zmienić otoczenie?

Na pewno wcześniej już rozmyślałem o tym, żeby zmienić otoczenie, ponieważ w Szczecinie spędziłem sześć lat i potrzebowałem nowego bodźca, żeby dalej się rozwijać. Pierwszy ruch wykonał klub, zadzwonił do mnie pan Marcin Kurowski i bardzo szybko doszliśmy do porozumienia.

Wieść o tym, że będziesz zawodnikiem Azotów-Puławy wypłynęła dosyć wcześnie, bo jeszcze w trakcie sezonu. Jak to się stało?

Szczerze mówiąc, nie wiem jak do tego doszło. Wiadomo jak to jest w świecie piłki ręcznej – wieści bardzo szybko się rozchodzą. Jedna osoba powie drugiej i można powiedzieć, że plotka już idzie łańcuchem w świat.

Cała Twoja dotychczasowa kariera kręci się wokół Szczecina. Trudno było Ci rozstawać się z tym miastem i klubem?

Na pewno było trudno. Zżyłem się z chłopakami w zespole. Sześć lat to bardzo długi okres. Przyzwyczaiłem się do tego miasta. Potrzebowałem jednak zmiany i nie żałuję tej decyzji.

Czy wcześniej nie miałeś żadnych propozycji transferowych?

Były jakieś propozycje, ale żadnych konkretów. Najbardziej konkretna okazała się oferta z Puław. Klub bardzo chciał mnie w swoich szeregach i był najbardziej zdecydowany.

Przechodzisz z klubu z dolnej części tabeli do pięciokrotnych brązowych medalistów Superligi. Czujesz presję?

Na pewno jest to dla mnie coś nowego. Z Pogonią Szczecin biliśmy się o miejsca w środku tabeli, czasem zdarzało się, że walczyliśmy o utrzymanie i graliśmy w barażach. Jest to dla mnie nowe wyzwanie, ale nie czuję wielkiej presji. Cieszę się, że teraz będę miał możliwość gry o wyższe cele.

Drużyna Azotów-Puławy przeszła jedynie kosmetyczne zmiany w porównaniu z poprzednim sezonem. Doszło dwóch zawodników, w tym Ty, a jeden wrócił z wypożyczenia. Jak przyjęli Cię nowi koledzy? Co możesz powiedzieć o atmosferze panującej w zespole?

Atmosfera jest naprawdę bardzo dobra. Chłopaki przyjęli mnie świetnie. Z kilkorgiem z nich widzieliśmy się nawet przed oficjalnym rozpoczęciem okresu przygotowawczego w siłowni w hali sportowej. Od pierwszego dnia przygotowań pisali do mnie, żeby się spotkać, wyjść do miasta, spędzić ze sobą czas i pokazać mi trochę Puław.

Jak przebiega dotychczasowa współpraca z zawodnikami? Odpowiada Ci styl prezentowany przez tę drużynę?

Tak, na pewno mi odpowiada. Oglądałem w poprzednim sezonie mecze Azotów-Puławy i widziałem, że skrzydłowi mieli wiele okazji do zdobywania bramek. Patrzyłem też pod tym kątem, że skrzydłowi nie stoją w rogach boiska i oglądają mecz, tylko biorą w nim czynny udział. To też był czynnik, który skłonił mnie do zmiany klubu.

Jak pracuje Ci się z nowymi szkoleniowcami, Robertem i Michałem?

Jak dotąd bardzo dobrze oceniam tę współpracę. Wiadomo, że teraz mamy taki okres, że trzeba go ciężko przepracować i to jest nasze „paliwo” na najbliższe pół roku. Następny taki okres przygotowawczy czeka nas w styczniu w przerwie pomiędzy rundami. Na razie współpracę oceniam na duży plus.

Przyjechałeś do Puław sam i czy mieszkasz tutaj na co dzień?

Przyjechałem z dziewczyną i tak, na co dzień mieszkam w Puławach.

Twoja dziewczyna, Oktawia przeniosła się z Piotrkowa Trybunalskiego do Perły Lublin, czyli… ok. 50 kilometrów od Puław. Który transfer był pierwszy, Twój czy jej? Ustalaliście wspólnie taki scenariusz?

Można powiedzieć, że praktycznie równocześnie napłynęły do nas oferty, może był tydzień różnicy. Wspólnie podejmowaliśmy decyzje i obie okazały się bardzo trafne, bo dzieli nas tylko 50 kilometrów. Wcześniej bywało tak, że musieliśmy jeździć do siebie 500 kilometrów, dlatego to ogromna różnica.

Jak duży wpływ miało przeniesienie się Oktawii do Lublina na Twój transfer do Puław, albo odwrotnie, jak duży wpływ miał Twój transfer do Puław na przeniesienie się Oktawii do Lublina?

Mój transfer był pierwszy, tydzień wcześniej niż Oktawii. Potem pojawiła się oferta dla niej i dzięki temu, że ja miałem propozycję z Puław, decyzja o zmianie klubu była w jej przypadku prostsza.

Niewielka liczba kilometrów, która Was dzieli ma z pewnością same plusy – możecie widywać się dużo częściej, niż w ostatnim sezonie. Byłeś już w Lublinie?

Tak, byłem już w Lublinie. W ostatnią sobotę po rajdzie rowerowym dostaliśmy wolne i tak się złożyło, że w niedzielę w Lublinie odbywał się karnawał. Spędziliśmy trochę czasu razem i pozwiedzaliśmy miasto.

Twoja dziewczyna także gra na skrzydle. Rozmawiacie czasem o piłce ręcznej i podpowiadacie sobie nawzajem różne zagrania, albo wytykacie błędy, które popełniacie?

Błędów staramy się nie wytykać. Raczej dyskutujemy o tym, jak poprawić niektóre zagrania. Często rozmawiamy o piłce ręcznej. Wiadomo jak to bywa w piłkarskich parach. Razem oglądamy mecze, analizujemy przeciwników. Staramy się także podpatrywać od tych najlepszych zawodników ciekawe zagrania.

Kto jest Twoim idolem?

Ciężko określić jednego idola. Staram się od każdego zawodnika czerpać to, co ma najlepsze i przekładać to na swoją grę.

W 2020 roku, w trakcie świetnego sezonu w Twoim wykonaniu w Pogoni Szczecin, po raz pierwszy otrzymałeś szansę gry w reprezentacji Polski. Jakie to dla Ciebie uczucie grać z orzełkiem na piersi?

To dla mnie wielkie wyróżnienie i duma. Marzyłem o tym od dziecka i to dla mnie spełnienie tych marzeń. Cieszę się, że ciężką pracą udało mi się osiągnąć cel i postaram się utrzymać miejsce w reprezentacji najdłużej, jak tylko się da. Chciałbym, żeby ta przygoda trwała jak najdłużej. Moim celem jest udział w większej imprezie, typu mistrzostwa Europy, czy mistrzostwa świata.

W reprezentacji Polski miałeś okazję zagrać z Rafałem Przybylskim, Dawidem Dawydzikiem i Piotrem Jarosiewiczem. Rozmawiałeś z chłopakami o Azotach-Puławy? Podpytywałeś czego możesz się tutaj spodziewać?

Pewnie, po otrzymaniu oferty z Puław rozmawiałem z chłopakami. Każdy z nich wypowiadał się na temat klubu w samych superlatywach. Dzięki tym rozmowom było mi łatwiej podjąć decyzję.

Jakie cele personalne stawiasz sobie w nowym klubie?

Tak jak wspominał prezes i trenerzy chciałbym zdobyć minimum brązowy medal, awansować do fazy finałowej Pucharu Polski i jak najdłużej grać w EHF Lidze Europy, żeby nasz udział nie zakończył się na eliminacjach, tylko żebyśmy awansowali dalej do fazy grupowej. Personalnie chciałbym łapać jak najwięcej minut w meczach, by zaprezentować się z jak najlepszej strony puławskiej publiczności.

W Azotach-Puławy zagrasz z numerem 88 na koszulce, czyli z tym samym numerem, z którym grałeś w Pogoni Szczecin oraz… z tym samym numerem, z którym grał zawodnik, którego w Azotach-Puławy zastąpiłeś. Czy ten numer ma dla Ciebie jakieś szczególne znaczenie?

Historia z numerem jest bardziej skomplikowana (śmiech). Już w Pogoni Szczecin chciałem grać z numerem 8, bo ta liczba przynosi mi szczęście, ale ósemka była zajęta. Postanowiłem więc, że wybiorę numer 88, podwójną ósemkę. Uznałem, że skoro ósemka to mój szczęśliwy numer, to 88 da mi podwójne szczęście. Akurat tak się złożyło, że Mateusz Seroka w Puławach też grał z tym numerem i po prostu przejąłem go po nim.

Na Twojej pozycji w Azotach gra Andrii Akimenko, ubiegłoroczny gladiator. Jak sądzisz, jak może wyglądać Wasza rywalizacja? Masz jakiś sposób, żeby wygryźć go z wyjściowej siódemki?

Na pewno będzie to zdrowa rywalizacja. Prawdziwą rywalizację można podejmować z zawodnikami z innych zespołów. Między nami będzie bardziej współpraca, z pewnością będziemy się fajnie uzupełniać. Andrii zagrał świetny sezon, jest bardzo dobrym zawodnikiem. Poprzeczkę postawił wysoko. Mogę się od niego wiele nauczyć. To będzie dla mnie duże wyzwanie. Oby to przynosiło efekty w postaci wyników Azotów-Puławy.

Czy Twoim zdaniem gra w klubie, który jest brązowym medalistą PGNiG Superligi, będzie dodatkową motywacją, szansą na zaprezentowanie się szerszej publiczności i mówiąc brzydko „trampoliną” do większych sukcesów?

Na razie skupiam się na grze w Azotach i tym, żeby zaprezentować się jak najlepiej. Na pewno będzie to dobra okazja, by pokazać się szerszej publiczności dzięki temu, że będziemy grali w Lidze Europy a także o wyższe cele w PGNiG Superlidze.

Czym interesujesz się poza piłką ręczną? Co lubisz robić na co dzień?

Ogólnie w życiu towarzyszy mi sport. Poza piłką ręczną lubię oglądać piłkę nożną, siatkówkę. W wolnym czasie oglądam filmy, seriale i spędzam czas z dziewczyną.

W Twoim życiu od początku królowała piłka ręczna, czy miałeś styczność także z innymi dyscyplinami sportu?

Próbowałem swoich sił w bardzo wielu sportach. Zaczęło się od piłki nożnej, później w podstawówce nawet był taniec towarzyski. Jeździłem też na deskorolce. W gimnazjum ukierunkowałem się bardziej w stronę piłki ręcznej, a do liceum poszedłem już do szkoły sportowej o profilu piłki ręcznej.

Gdybyś nie był skrzydłowym, to jaką rolę pełniłbyś na boisku?

Cały wiek juniora spędziłem na prawym rozegraniu. Dopiero w seniorach, jak poszedłem do Pogoni Szczecin, to przenieśli mnie na skrzydło. Tam, na początku swojej przygody z seniorską piłką ręczną uczyłem się grać na skrzydle. Przede wszystkim musiałem nauczyć się rzucać z tej pozycji, bo to zupełnie co innego, niż rzuty z rozegrania. Dużo pracowałem nad techniką. Myślę, że prawe rozegranie to druga pozycja, na której mógłbym zagrać.

Lepiej gra Ci się na skrzydle, czy na rozegraniu?

Teraz, po sześciu latach gry na skrzydle, na pewno lepiej jest na tej pozycji. Nie miałbym jednak problemu żeby zagrać na prawym rozegraniu. Czasami zdarzało się, że gdy były kontuzje w zespole to z konieczności występowałem na tej pozycji.