Drużyna Grupy Azoty SPR-u Tarnów wstała w meczu z Piotrkowianinem z desek i w ostatnich dwudziestu minutach rękami Przemysława Mrozowicza sama zadała rywalowi kilka nokautujących ciosów, po których zespół Bartosza Jureckiego już się nie podniósł. Gospodarze przerwali tym samym serię porażek i uciekli ze stryczka wciąż licząc się w walce o utrzymanie w PGNiG Superlidze.

Dwie połowy, dwa oblicza Grupy Azoty SPR-u Tarnów. W pierwszej odsłonie spotkaniu przeciwko Piotrkowianinowi oglądaliśmy zespół nieporadny, ślamazarny, popełniający szkolne błędy, które zdarzają się na podwórku, a nie w PGNiG Superlidze. To, co robili tarnowianie w ataku, wołało o pomstę do nieba. Goście nie musieli się nawet specjalnie starać, bo prowadzić – wygraną mieli podstawianą pod nos na srebrnej tacy.

Po piętnastu minutach obie ekipy zapisały na swoim koncie ledwie siedem bramek. Recepta na sukces ekipy z Piotrkowa była bardzo prosta. Wystarczyło wyłączyć z gry Rennosuke Tokudę (pięć z siedmiu goli zapisał z rzutów karnych) i atak Grupy Azoty SPR-u praktycznie nie istniał, bo dzięki defensywie utrzymywali się w kontakcie. Z siebie wychodził bramkarz – Patryk Małecki.

Do 24 minuty gospodarze zdobyli zaledwie sześć goli, a na przerwę schodzili trzy bramkowym deficytem, co przy degrengoladzie jaką zaprezentowali trzeba uznać i tak za sukces.

Początkowe minuty decydujących fragmentów nie zwiastowały nagłego zwrotu akcji. Piotrkowianin za sprawą m.in. Piotra Swata powiększał przewagę. I wtedy nastąpiła miła odmiana, bo najważniejsze momenty spotkania dotąd nie należały do mocnych stron ekipy Patrika Liljestranda.

Jeszcze w 39 minucie prowadził Piotrkowianin 13:12. Bartosz Jurecki poprosił o czas, który jednak niewiele pomógł. Tarnowianie kontynuowali swój niesamowity come back. W 44 minucie niezwykle ważnego karnego oboronił Casper Liljestrand, co jeszcze bardziej nakręciło będących w coraz większym gazie tarnowian. Chwilę później swój koncert zaczął Przemysław Mrozowicz. Rozgrywający wziął na siebie ciężar zdobywania goli i wprost zbombardował bramkę Piotrkowianina. Obrona przyjezdnych nie potrafiła znaleźć na niego recepty.

Kwadrans przed końcową syreną szczypiorniści Grupy Azoty SPR-u nie wypuścili już zwycięstwa, jak miało to miejsce w kilku niedawnych pojedynkach. Mocniej zacisnęli pętlę na szyjach goście i wreszcie po wielu tygodniach oczekiwań mogli rzucić się sobie w ramiona. Kamień spadający z serc sztabu szkoleniowego i zawodników był tak ogromny, że słychać go było w całym Tarnowie.

Grupa Azoty Tarnów – Piotrkowianin Piotrków Trybunalski 24:21 (8:11)

Grupa Azoty: Małecki, Liljestrand – Mrozowicz 7, Tokuda 7, Yoshida 4, Kużdeba 3, Kowalik 1, Kniaziew 1, Wojdan 1, Sanek, Majewski, Pedryc, Wajda

Piotrkowianin: Kot, Ligarzewski – Pacześny 4, Matyjasik 4, Rutkowski 4, Mastalerz 3, Swat 3, Surosz 2, Mosiołek 1, Turkowski, Sobut, Szopa, Tórz, Kaźmierczak, Pożżarek