Po pełnym zwrotów akcji horrorze Grupa Azoty SPR Tarnów pokonała na zakończenie pierwszej rundy jednego z głównych rywali do utrzymania w PGNiG Superlidze – Chrobry Głogów 27:25. Dla naszej drużyny było to drugie zwycięstwo z rzędu oraz drugie w tym sezonie na obcym parkiecie. Zespół Patrika Liljestranda uda się więc na urlopy w znakomitych humorach. I aż żal, że w tym roku tarnowianie już nie zagrają, bo wyraźnie zaczęli łapać wiatr w żagle.

Nasza ekipa przyzwyczaiła już, że zacięte końcówki i mecze na styku to jej znak firmowy. Trudno uciec od podobieństw z legendarną reprezentacją prowadzonej przez Bogdana Wentę. Oczywiście z zachowaniem wszelkich proporcji.

W Głogowie Grupa Azoty SPR zaczęła bardzo solidnie w obronie. Gospodarze do szesnastej minuty nie zanotowali żadnego trafienia z gry! Na powierzchni utrzymywał ich Marcel Zdobylak, który skutecznie egzekwował rzuty karne. W buty lidera Oleksandra Tilte starał się wejść Kamil Sadowski, ale to nasi szczypiorniści dyktowali warunki. Do przerwy w meczowym protokole na liście strzelców zapisało się tylko czterech zawodników Chrobrego.

Tarnowianom udało się przed przerwą urwać na trzy gole przewagi, ale różnica mogłaby być większa, gdyby lepiej funkcjonowała współpraca ze skrzydłami. Mateusz Wojdan i Łukasz Kużdeba pudłowali z bardzo dogodnych pozycji, a to była woda na młyn dla głogowian, którzy szybko niwelowali straty. Na szczęście znakomicie między słupkami spisywał się Patryk Małecki. Golkiper gości był jednym z głównych autorów sukcesu Grupy Azoty SPR-u. Podobnie jak w Mielcu zaliczył także kluczową interwencję w samej końcówce zawodów.

Pierwsza odsłona była tylko przystawką do prawdziwych emocji, które zaserwowały nam obie drużyny w decydujących trzydziestu minutach. Podopieczni Patrika Liljestranda wyszli na druga połowę nieco sparaliżowani. Trener Chrobrego – Witalij Nat wyraźnie tchnął w swoją ekipę nowego ducha. W 34. minucie głogowianie odzyskali prowadzenie – 16:15, a potem dołożyli kolejne trafienie i wydawało się, że przejmują całkowitą inicjatywę w meczu.

Ale od czego szwedzki szkoleniowiec ma swoich super strzelców: Mrozowicza, Kniazieua oraz dwóch samurajów – Yoshidę i przede wszystkim Tokudę. Panowie zabrali nas na przejażdżkę kolejką górską. Dali się wyszaleć Chrobremu i z 17:19 po wziętym czasie pokonali Rafała Stacherę cztery razy z rzędu!

Ostatni kwadrans dłużył się niesamowicie. Za gradację dwuminutowych kar spadł Kamil Pedryc i musieliśmy sobie radzić w podwójnym osłabieniu. Niedawno był szósty grudnia, św. Mikołaj rozdawał prezenty i takim uraczyli nas właśnie wtedy gospodarze. Zamiast szybko rozprowadzić akcję popełnili fatalny błąd podając wprost w ręce Alberta Sanka, który za moment już po drugiej stronie boiska zwijał się z bólu trzymając za nogę. Środkowy rozgrywając opuścił parkiet na ramionach kolegów.

Jakby tego było mało gotowaliśmy sobie nerwy na własne życzenie. Kirył Kniezieu zmarnował dwa ekstra ważne karne i Chrobry utrzymywał kontakt z nadziejami na komplet punktów. Czterdzieści sekund przed końcem różnica stopniała do jednej bramki, ale Małecki zaczarował w ostatniej akcji bramkę, a Mrozowicz dobił przeciwnika.

Chrobry Głogów – Grupa Azoty SPR Tarnów (12:14) 25:27

Chrobry: Stachera, Dereviankin – Zdobylak 8, Sadowski 7, Krzysztofik 5, Bekisz 2, Kilinger 2, Orpik 1, Babicz, Przysiek, Grabowski.

Grupa Azoty SPR: Małecki, Liljestrand – Tokuda 7, Kniazieu 6, Yoshida 5, Mrozowicz 4, Sanek 3, Wajda 1, Kużdeba 1, Majewski, Kowalik, Pedryc