Mecz rozpoczął się od minuty ciszy ku pamięci Zbigniewa Wojtaszka, zmarłego przed kilkoma dniami jednego z najwierniejszych kibiców Górnika Zabrze. 

Zawodnicy obu zespołów dzielnie atakowali bramki, ale cały czas byliśmy świadkami festiwalu nieskuteczności. Nawet gdy zespół stawał przed okazją do kontry, ta nie trafiała do siatki. Pierwszą bramkę zobaczyliśmy dopiero w piątej minucie, a jej autorem był Iso Sluijters. Goście bardzo szybko wyszli jednak na prowadzenie 3:2 i przejęli inicjatywę w meczu. Świetnie spisywała się zwłaszcza ich aktywna obrona. Sposób na nią miał jedynie Iso Sluijters, który po kwadransie na swoim koncie miał już cztery z pięciu trafień Górnika. Dwubramkowe prowadzenie zabrzan dało powód trenerowi Strząbale, by zażądać przerwy i poinstruować swoich zawodników o kolejnych rozwiązaniach na resztę pierwszej połowy.  Instrukcje przyniosły skutek, bo już po kilku minutach był remis 6:6.  Co więcej dwa kolejne trafienia dały im prowadzenie 8:6. Zabrzanie nie mieli już marginesu błędu… Na kłopoty – Sasza Buszkow. Jego trafienia dały uprawnione wyrównanie i kluczem do pozytywnego rozstrzygnięcia połowy było unikanie niepotrzebnych błędów. Mecz znów się wyrównał i byliśmy świadkami mocnej walki, choć w większości przypadków jednak nie zwieńczonej trafieniami. Kaliszanie zdołali wygrać pierwszą połowę 10:9.

Choć goście znów wyszli na prowadzenie dwoma bramkami w drugiej połowie, dzięki dubletowi Adriana Kondratiuka udało się zremisować 12:12. Nerwowo zrobiło się, gdy jedno z kluczowych defensywnych ogniw, Michał Adamuszek, padł na parkiet i przez dłuższą chwilę nawet nie próbował wstać. Serce mocno się jednak zatrwożyło, bo zabrzanie nie mogli już liczyć na obitego Iso Sluijtersa i ławka zaczęła się robić coraz krótsza. Po interwencji klubowego fizjonterapeury, Rafała Bilińskiego Mysza już po kilku minutach gnał jednak po parkiecie. Zabrzanie zdołali jednak stworzyć sobie dogodne sytuacje do minimalnego prowadzenia. Teraz to goście musieli gonić wynik. Rozwiązaniem według trenera Strząbały miała być gra siódemką w ataku, na dwóch obrotowych. Bartek Tomczak prędko jednak wskazał, że może to nie jest najlepsze rozwiązanie, rzucając z niespełna dwudziestu metrów do pustej bramki. Na nieszczęście Górnicy stracili jednak Krzysztofa Łyżwę, który ukarany został po raz trzeci dwuminutowym wykluczeniem w rezultacie otrzymał czerwoną kartkę. Goście wykorzystali osłabienie i zdołali wyrównać na kwadrans przed końcem meczu, na 17:17. Kaliszanie jednak nie ustawali w wytężonych atakach i na pięć minut przed końcem spotkania wyszli na prowadzenie 23:21. Superstrzelcem zdawał się być Mateusz Góralski, który karał defensywę zabrzan raz za razem. Trójkolorowi jakby nie potrafili zrzucić z siebie odium niecelności i mimo świetnych okazji, ostrzeliwali ściany i słupki. Adrian Kondratiuk na kilkadziesiąt sekund przed końcem zdołał trafić rzut karny i Trójkolorowi mieli już tylko jedną bramkę przewagi. Goście jednak mieli inicjatywę i trzydzieści sekund do końca. Zabrzanie mieli jeszcze szansę zremisować, ale kluczem było zatrzymanie tej akcji i rozprowadzenie choć jednej skutecznej akcji. Kaliszanie nie pomylili się i po trafieniu Adamskiego odpowiedzieć zdołał jedynie Adamuszek, ustalając wynik na 24:25. 

Górnik Zabrze – Energa MKS Kalisz  24:25 (9:10)

Górnik: Galia, Skrzyniarz – Bondzior 2, Daćko, Bis 1, Tomczak 2, Łyżwa, Sluijters 4, Czuwara 2, Buszkow 3, Gogola 2, Kondratiuk 5, Dudkowski 2, Krawczyk, Adamuszek 1. Trener: Marcin Lijewski

Kary: 6 minut (Łyżwa 3)

Czerwona kartka: Krzysztof Łyżwa (z gradacji kar)  

Karne: 3/4

Energa MKS: Krekora, Zakreta – Krępa, Kamyszek 3, Adamski 3, Kus 2, Drej, Góralski 9, Wróbel, Szpera 3, Pilitowski K. 2, Pilitowski M. 3, Czerwiński, Makowiejew, Adamski. Trener: Tomasz Strząbała

Kary: 6 minut (Kus, Misiejuk, Adamski)

Karne: 2/2