To na pewno nie było najlepsze spotkanie Azotów-Puławy w tym sezonie. Mimo wielu błędów i sporej nieskuteczności gospodarzy  oraz bardzo ambitnej postawy skazywanych na porażkę gości z Głogowa, podopieczni Roberta Lisa wygrali z Chrobrym 32:27.

– Nie przyjechaliśmy do Puław, aby tylko rozegrać mecz, ale żeby powalczyć o wygraną – powiedział już po meczu Krzysztof Tylutki, rozgrywający Chrobrego.

Rzeczywiście od początku meczu widać było, że gościom punkty potrzebne są jak rybie woda i nie zamierzają „położyć” się przed trzecim zespołem PGNiG Superligi. To oni w pierwszej akcji, w pierwszej minucie otworzyli wynik za sprawą Kacpra Grabowskiego. Jednak wyżej notowana ekipa z Puław równie szybko odpowiedziała gościom i to z nawiązką. W ósmej minucie po trafieniu, jednego z najskuteczniejszych na parkiecie, Rafała Przybylskiego Azoty-Puławy prowadziły 5:2. Miejscowi grali jednak bardzo nierówno. Dość często zdarzało im się popełniać proste błędy i oddawać nieskuteczne rzuty (tylko w pierwszych 30 minutach puławianie nie potrafili wykorzystać trzech rzutów karnych). W efekcie przez całą pierwszą połowę prowadzenie miejscowych zmieniało się jak sinusoida. W 11 minucie po golu Adama Babicza było 6:5, by trzy minuty później po dwóch golach Michała Jureckiego zrobiło się 9:5. W końcówce pierwszej odsłony niefrasobliwość miejscowych w ataku i błędy w obronie skrzętnie wykorzystali goście, którzy w dwie minuty zdobyli trzy gole z rzędu, doprowadzając do remisu.

„To co w szatni zostaje w szatni” – skomentował po spotkaniu Robert Lis, trener Azotów-Puławy, na pytanie czy w przerwie meczu padły jakieś ostrzejsze słowa. Chyba jednak kilka mocny słów musiało zostać wyartykułowanych, bo w pierwszych trzech minutach po wznowieniu gry Azotowcy zdobyli cztery gole z rzędu, wychodząc na czterobramkowe prowadzenie. Niestety nie był to początek budowania przewagi i odjeżdżania rywalom. Przez kolejne minuty puławianie nie tracili co prawda zbyt wielu goli, ale też w ataku nie grzeszyli skutecznością. W 43 minucie Chrobry znów mógł zwietrzyć swoją szansę, gdy po golu Dawida Krzywickiego starty zmalały do dwóch trafień. Na szczęście dla miejscowych gole Andrija Akimenko, Wojciecha Gumińskiego i Przybylskiego znów dały wyraźniejszą przewagę – w 48 minucie było 26:21. I w tym momencie emocje właściwie się skończyły. Oczywiście zarówno gościom, jak i gospodarzom nie można odmówić walki w ostatnich 10 minutach, ale pięciobramkowe prowadzenie ostudziło zapały głogowian i uspokoiło puławian. Jeszcze na dwie minuty przed końcem zawodów Azotowcy wygrywali różnica siedmiu goli, by po dwóch trafieniach w końcówce Oleksandra Tilte, wygrać ostatecznie pięcioma trafieniami.

Azoty-Puławy – Chrobry Głogów 32:27 (15:15)

Azoty-Puławy: Zembrzycki, Bogdanow – Jurecki 9, Przybylski 8, Akimenko 3, Rogulski 3, Kowalczyk 3, Łangowski 2, Gumiński 2, Dawydzik 1, Jarosiewicz 1, Podsiadło.

Chrobry Głogów: Stachyra, Kapela, Dereviankin – Zdobylak 7, Tilte 7, Klinger 5, Grabowski 3, Krzywicki 2, Babicz 2, Marszałek 1, Przysiek, Tylutki, Jamioł, Bekisz.