Początek spotkania, podobnie jak w Głogowie, nie układał się po myśli kaliszan. Gwardia w pewnym momencie pierwszej połowy prowadziła sześcioma bramkami, ale tak jak w Głogowie, w końcówce Energa MKS Kalisz zmniejszył straty. I tak jak w Głogowie Energa MKS wygrał, chociaż akurat druga połowa była w ich wykonaniu dużo lepsza niż w środę. Niesamowita obrona i świetny atak pozwoliły odwrócić wynik z -6 na +7. 

Chwilę przed meczem okazało się, że gospodarze zagrają bez prawoskrzydłowego i Gracza Listopada, Mateusza Góralskiego. Na szczęście dla Energa MKS-u zastępował go Michał Drej mający za sobą świetny mecz w Głogowie (5/5 bramek). W domowym spotkaniu z Opolem również poradził sobie bardzo dobrze.

Po błędach w pierwszych akcjach Gwardia rozpoczęła mecz od prowadzenia, a pierwszą bramkę dla Energa MKS-u na 1-3 rzucił z rzutu karnego Piotr Krępa. Pierwsze fragmenty gry nie układały się po myśli gospodarzy, chociaż na trafienia Kawki i Klimkowa odpowiedzieli Robert Kamyszek, Maciej Pilitowski i kolejny raz z rzutu karnego Krępa. Obrotowy już w Głogowie przejął obowiązki wykonywania siódemek z rąk Góralskiego i na początku meczu z Opolem podtrzymywał dobrą passę. 

Dobrą formę w wykonywaniu rzutów karnych od początku sezonu trzyma Patryk Mauer ( i tak samo było w niedzielę w Kaliszu. Na pierwszy błąd skrzydłowego Gwardii trzeba było czekać aż do końcówki drugiej połowy i szóstego rzutu z siódmego metra, kiedy przerzucił bramkę, w której stał Łukasz Zakreta. 

Po dobrym fragmencie między 15. a 20. minutą meczu opolanie zbudowali sobie kilkubramkową przewagę, którą chcieli doprowadzić do końca. Długo się to udawało, bo w 27. minucie goście prowadzili 18-12, ale w ostatnich fragmentach Maciej Pilitowski zaliczył dwa trafienia bez odpowiedzi gości zmniejszając stratę.

Dobra końcówka pierwszej połowy dała nadzieję na poprawę drugiej i była dopiero zwiastunem tego, co wydarzyło się później. W przerwie trener Tomasz Strząbała zmienił system obrony, a w bramce w trans wpadł Łukasz Zakreta. Kaliszanie najpierw maksymalnie utrudnili grę przyjezdnym, żeby później rozkręcić się w ataku. Przez pierwsze 23 minuty drugiej części Gwardia rzuciła zaledwie 5 bramek, a chwilę później po kolejnym skutecznym karnym Mauera wynik drugiej połowy wynosił 16-6 dla Energa MKS-u Kalisz. 

Gospodarze nakręceni świetną grą w obronie i interwencjami Zakrety regularnie poknywali Adama Malchera powiększając przewagę. Karne, po tym jak w pierwszej połowie pomylił się Piotr Krępa zaczął wykonywać Konrad Pilitowski i trafił 5 razy. Kiedy w końcu został zatrzymany przez Dawida Balcerka Gwardia była w dramatycznej sytuacji. Wynik okazał się niesamowity, bo Energa MKS Kalisz doprowadził przewagę do końca wygrywając siedmioma bramkami mecz, który trzy minuty przed końcem pierwszej połowy przegrywał sześcioma trafieniami. 

Najwięcej bramek zdobyli Marek Szpera i Konrad Pilitowski (po 7), a po świetnej drugiej połowie 41% obronionych rzutów w meczu zaliczył Łukasz Zakreta. Dzięki pokonaniu Gwardii kaliszanie kończą rok na 4. miejscu w tabeli PGNiG Superligi.

Energa MKS Kalisz 33:26 Gwardia Opole (14:18)

Energa MKS Kalisz: Łukasz Zakreta, Mikołaj Krekora – Marek Szpera 7, Konrad Pilitowski 7, Michał Drej 4, Piotr Krępa 4, Kacper Adamski 3, Maciej Pilitowski 3, Stanisław Makowiejew 3, Mateusz Kus 1, Robert Kamyszek 1, Krzysztof Misiejuk

Gwardia Opole: Adam Malcher, Dawid Balcerek – Jan Klimków 4, Michał Milewski 4, Wiktor Kawka 3, Szymon Działakiewicz 2, Maciej Zarzycki 1, Mateusz Morawski 1, Przemysław Zadura 1, Fabian Sosna, Mateusz Jankowski, Michał Lemaniak