Dla „Miedziowych” była to kolejna – czwarta już – porażka poniesiona w konkursie „siódemek” i można śmiało powiedzieć, że drużyna Jarosława Hipnera nabawiła się kompleksu rzutów karnych w obecnym sezonie. Również goście mają swoje za uszami, jeśli chodzi o ten element gry w szczypiorniaka, jednak gdy przyszło do rozstrzygających momentów, ani jednemu z pięciu wytypowanych graczy nie zadrżała ręka. Dzięki temu i skutecznej paradzie w trzeciej serii Przemysława Witkowskiego, czerwono-biało-niebiescy dokonali drugiego z rzędu cudu w meczu wyjazdowym i odwrócili losy na własną korzyść. Podział punktów dla podopiecznych Krzysztofa Kisiela.

I połowa

Kamil Adamczyk otworzył wynik w 30 sekundzie rzutem z nabiegu. Po kontrze podwyższył Mateusz Kosmala i Wybrzeże zaczęło z dwubramkowym handicapem. W 3’ gospodarze trafili po raz pierwszy za sprawą Mikołaja Kupca i od tej sytuacji „Miedziowi” punktowali już regularnie. W 6. minucie już był wynik remisowy (3:3), a do protokołu wpisał się Stanisław Gębala. Inicjatywa zaczynała przechodzić na stronę gospodarzy i po upływie 1/6 czasu Zagłębie wyszło na pierwsze w meczu prowadzenie, a rękę do tego przyłożył Roman Chychykalo (5:4). Szczypiorniści z Gdańska próbowali nietuzinkowych rozwiązań w ataku i wielokrotnie przynosiły one efekt, jak przy pięknej kombinacji w tercecie Jachlewski-Pieczonka-Janikowski zakończonej miękkim przerzutem obrotowego. Niestety pojawiały się również błędy, które z zimną krwią wykorzystywał Marek Marciniak i nagle zrobiło się 9:6 dla gospodarzy, a na domiar złego rzut karny Mateusza Jachlewskiego odbił Schodowski. Po upływie kwadransu atmosfera wśród przyjezdnych jeszcze bardziej zgęstniała, gdy na ławkę kar powędrowali jeden po drugim Jachlewski oraz Gądek. Z rezultatu 9:6 prowadzenie urosło w kilkadziesiąt sekund do 6 bramek (12:6)! Dopiero Jeremi Stojek z rzutu karnego aktywował ponownie licznik swojej ekipy (po 4 minutach bez gola). Przewaga gospodarzy nie topniała. Przed końcem pierwszej części 2 minuty kary złapał Krzysztof Pawlaczyk i dzięki temu Kamil Adamczyk ustalił wynik na 12:16.

II połowa

Zagłębie zaczęło drugą odsłonę w osłabieniu, jednak nie przeszkodziło to Gębali przedostać się przez defensywę rywali. Obie drużyny miały zupełnie inne priorytety w tej części. „Miedziowi” chcieli spokojnie kontrolować dużą zaliczkę, a w miarę możliwości ją powiększyć, natomiast gdańszczanie za wszelką cenę starali się przywrócić puls niekorzystnemu wynikowi. W 36’ Piotr Papaj znalazł miejsce obok bramkarza i zminimalizował straty do 3 goli (15:18) i był to pierwszy symptom zmiany po przerwie u gości. Lubinianie zareagowali szybko na toczące się wydarzenia i na kwadrans przed końcem nadal prowadzili taką samą różnicą bramek (21:18). Świetnie spisywał się zwłaszcza kołowy Zagłębia Michał Stankiewicz, jednak to samo można powiedzieć o Mateuszu Kosmali, który gnał w drugiej części od bramki do bramki niczym rozpędzone pendolino i co najważniejsze – za każdym razem „dowoził” akcje swojej drużyny do końca (skuteczność w meczu 88% – 7/8 rzutów). Niestety po dwuminutowej „odsiadce” dla Papaja ruszyła lawina gospodarzy, która doprowadziła do tego, że musiał interweniować Krzysztof Kisiel, bo na tablicy wyników zamigotał rezultat 27:21 na 9 minut przed syreną końcową.

Lubinianie byli pewni swego i niczego nie przyspieszali. Grali swoje i nie zrażali się pojedynczymi niepowodzeniami, jednak trener Hipner chciał uzmysłowić swoim zawodnikom, że mecz ciągle trwa i trzeba utrzymać koncentrację do samego końca. Po czasie dla Zagłębie gola numer 24 rzucił Jachlewski i dystans ponownie stopniał do trzech trafień. Gdańska obrona między 49 a 55 minutą dała się pokonać tylko raz, a uległa po raz drugi dopiero w 56’, gdy 28 bramkę dorzucił Stankiewicz. Pozostawało niecałe 240 sekund do końca przy stanie 28:24. Najpierw urwał się obrońcom Janikowski, a po kontrze przycelował Franco Gavidia (28:26). Zagłębie grało tak, jakby interesowało ich tylko dowiezienie wyniku do końca i to był błąd, ponieważ Wybrzeże po kontrze Papaja i cudownej wrzutce do Gądka zdobyło gola kontaktowego (27:28). O czas poprosił Jarosław Hipner. Pozostawało 50 sekund i piłka była po stronie „Miedziowych”, jednak ich opieszałość poskutkowała grą pasywną, a w konsekwencji brakiem trafienia i szybkim wyjściem Mateusza Kosmali, który w pojedynku ze Schodowskim nie zawahał się i doprowadził do remisu po 28! To oznaczało rzuty karne, choć jeszcze po upływie czasu miał okazję Chychykalo. Ostatecznie obił tylko mur Torus Wybrzeża i w Lubinie po raz kolejny o wygranej miały zadecydować rzuty karne. Te bezbłędnie wykonywali goście, którzy pokonali przeciwników 5:3, a jedyną pomyłkę w serii „siódemek” zanotował właśnie Chychykalo. Gdańszczanie zgarnęli zatem 2 punkty i dokonali drugiego wyjazdowego cudu po niesamowitym thrillerze sprzed kilkunastu dni w Tarnowie.

KARNE:
Sulej 0:1
Hajnos 1:1
Jachlewski 1:2
Bogacz 2:2
Stojek 2:3
Chychykalo 2:3 (broni Witkowski)
Papaj 2:4
Stankiewicz 3:4
Janikowski 3:5

MKS Zagłębie Lubin vs Torus Wybrzeże Gdańsk 28:28 (16:12, k. 3:5)
TWG: Chmieliński, Witkowski, Wodziński – Stojek 1, Filipowicz, Pieczonka 1, Gądek 2, Gavidia 1, Jachlewski 3, Sulej, Kosmala 7, Papaj 3, Adamczyk 7, Janikowski 3, Woźniak.
Trener: Krzysztof Kisiel.