Do meczu piłkarze ręczni Torus Wybrzeża przystępowali mocno przetrzebieni przez kontuzje. Z powodu urazów z kadry na mecz w Tarnowie powypadali m.in. Mateusz Wróbel, Leonardo Comerlatto, Jakub Powarzyński, Daniel Leśniak oraz pauzujący za niebieską kartkę skrzydłowy Jeremi Stojek. To mocno utrudniało Krzysztofowi Kisielowi zadanie, jakim było zdobycie kompletu punktów na bardzo trudnym terenie, z drużyną, w której występuje japoński samuraj Rennosuke Tokuda – najskuteczniejszy jak dotąd zawodnik PGNiG Superligi.

Starcie lepiej rozpoczęli gospodarze za sprawą Przemysława Mrozowicza, który chwilę później powędrował na ławkę kar. Dzięki temu trochę miejsca znalazł Kelian Janikowski i dał swojemu zespołowi wyrównanie na 1:1. Tarnowianie zdołali jeszcze trafić w kolejnym ataku, jednak od tego momentu na parkiecie zaczęła się dominacja czerwono-biało-niebieskich. Patryk Pieczonka, niewykorzystany rzut karny Tokudy i trzy bramki z rzędu bez odpowiedzi rywala dały Wybrzeżu prowadzenie 5:2. Przewaga gdańszczan utrzymywała się przez następne minuty, pomimo obronionej „siódemki” Mateusza Kosmali czy wybornej okazji Franco Gavidii. Dobrze wyłączali lidera tarnowskiej drużyny obrońcy desygnowani do gry przez trenera Kisiela, jednak w jego buty wskoczył tego dnia Kirył Kniazeu i to z jego strony groziło przyjezdnym największe zagrożenie. Dopiero na 5. minut przed zmianą stron boiska przypomniał o sobie Tokuda rzucając gola przywracającego prowadzenie swojemu klubowi (13:12). Coraz trudniej było przedrzeć się przez defensywę SPR-u atakującym znad morza, dlatego tym bardziej na uznanie zasługuje akcja Papaj-Pieczonka z 26. minuty, w której skrzydłowy został dobrze wyprowadzony do wykończenia, ale dostrzegł wchodzącego ze środka Pieczonkę, który po efektownej wrzutce dopełnił formalności. Gracz z „7” na plecach w ekipie Wybrzeża mógł dołożyć kolejne trafienie, ale zatrzymał go Casper Liljestrand. Bramkarz dobrze sobie poczynał i dał się zaskoczyć już tylko Kamilowi Adamczykowi, który ustalił wynik pierwszej części (14:16 dla Azotów).

Po wznowieniu gry za odrabianie strat wzięli się goście i już w 36. minucie wszędobylski Mateusz Jachlewski wykorzystał rzut karny, a po kontrze na 17:17 wyrównał Gavidia. Niestety 2 minuty odpoczynku Patryka Pieczonki ponownie wysforowały graczy Patrika Liljestranda bliżej wygranej. Gdańskich szczypiornistów utrzymywał w meczu Jachlewski, a po pierwszej dość uśpionej połówce, przebudził się Mateusz Kosmala, który nie tylko tworzył swoją grą alternatywę do rozciągnięcia akcji, a co ważniejsze – był nieomylny w wykończeniu. To on ponownie dał prowadzenie swojej drużynie (20:19) i do końca pozostawał kwadrans. Obie ekipy z dużą starannością wyszywały swoje ataki i bramki wpadały do siatek po obu stronach parkietu. Przy stanie 25:25 z letargu wydobył się „przyczajony smok” Rennosuke Tokuda i na 5. minut przed końcem dwukrotnie kropnął ze swojej leworęcznej katapulty (27:25). Szybko kontaktowego gola rzucił Kosmala, a za nim nieodstępowany na krok przez cały mecz Adamczyk. Pozostawało 130 sekund i jedną bramkę zaliczki posiadali gospodarze (29:28), jednak wykluczenie złapał Mrozowicz i o czas poprosił sztab z Gdańska. W przewadze piłkę do skrzydła dostał Kosmala i wyrównał na 20 sekund przed syreną końcową! Ponownie czas. Tym razem z drugiej strony. Tarnowianie ruszyli po wygraną w sześciu w polu i bez golkipera. Odpowiedzialność wziął niezawodny Kniazeu… Ale trafił w poprzeczkę, a piłka wpadła prosto w ręce Jachlewskiego, który bez zastanowienia – niczym Artur Siódmiak w 2009 roku – rzutem przez całe boisko spowodował eksplozję radości wśród swoich kolegów. Torus Wybrzeże zwyciężyło jednym golem 30 do 29 i dzięki temu opuściło przedostatnią pozycję w tabeli.

Grupa Azoty SPR Tarnów vs Torus Wybrzeże Gdańsk 29:30 (16:14)

TWG: Chmieliński, Witkowski – Jachlewski 7, Adamczyk 6, Kosmala 6, Pieczonka 4, Janikowski 4, Gavidia 2, Papaj 1, Gądek, Sulej, Woźniak.

Trener: Krzysztof Kisiel.