Emocje już opadły, czy to już czas, żeby chłodniejszym okiem ocenić ostatnie kilkadziesiąt sekund meczu Górnika z Unią?

Po pewnej przerwie wróciłem na ławkę zespołu i obserwuję mecz z perspektywy ławki przy boisku. Bez wątpienia sytuacja w ostatnich sekundach był kontrowersyjna. Na pewno trudno jest – co w tych czasach, współcześnie, jest kuriozalne – oszacować czy bramka wpadła w regulaminowym czasie, czy też nie. Ale możemy zgodzić się z tym, do czego doszło bezpośrednio przed sytuacją bramkową Saszy Buszkowa.

Czyli?

Nie mamy wątpliwości, że kiedy Damian Przytuła rzucił bramkę na 26:25 był faulowany przez zawodnika zespołu z Tarnowa. Był wypychany poza boisko w nieregulaminowy sposób, co powinno skutkować karą wykluczenia. Gra powinna zostać zatrzymana. Oczywiście wytyczne EHFu są nieco rozbieżne, bo mówią, że zawodnik i jego drużyna nie może być karana dwukrotnie – stratą bramki i wykluczeniem. Z tym się nie zgadzam, bo przecież co z tego, że zawodnik zdobędzie bramkę, skoro na przykład straci oko? Ale gra tak czy inaczej powinna zostać przerwana. Drugą sytuacją, w której już pola do dyskusji w zasadzie nie ma, jest wznowienie. O ile pierwsze podanie zostało wykonane zgodnie z przepisami ze środka boiska, o tyle jeden z zawodników rywali – który chwilę wcześniej zresztą faulował Przytułę – znajdował się ponad metr na naszej połowie. To wyraźny powód do przerwania gry i nakazania ponownego wznowienia. W tych dwóch przypadkach nie doszło do żadnej interwencji sędziów. 

Tego sędziowie nie zauważyli. Trafienie na wyrównanie spowodowało jednak sporo dyskusji.

Wręcz przesadnej. Cała sędziowska piątka – dwóch prowadzących spotkanie, delegat i dwaj sędziowie stolikowi –  wzajemnie pytali się o decyzję. I nikt nie potrafił jasno wskazać rozwiązania. Choć regulamin tego nie wskazuje, dlaczego nie możnaby na przykład zobaczyć zapisu meczu, który zawsze prowadzimy i jednoznacznie rozstrzygnąć dyskusję? Takie sytuacje powtarzają się nagminnie. W tej serii podobne kontrowersje były w meczu Płocka z Puławami i nieuznania trafienia Michała Jureckiego. A współcześnie wystarczyłoby przecież cofnąć zapis ostatnich sekund meczu i wyraźnie pokazać skąd taka decyzja albo też cofnąć błąd sędziów. Tym bardziej, że prawdopodobnie zajęłoby to mniej czasu niż przepychanka przy stoliku, której byliśmy świadkami. I nie dawałaby pola do dyskusji.

Pojawi się argument, że wprowadzenie swoistego VARu wpłynie na tempo i piękno gry.

Mamy ligę zawodową, staramy się produkować profesjonalne rozgrywki i dostarczać jak najlepszych zawodników, którzy mają być siłą budowanej reprezentacji. Dlaczego nie sprofesjonalizować też przebiegu meczu? Tym bardziej, że nie mówię tu o VARze przy każdej kontrowersji. Bo jeśli dojdzie do strat bramek, które być może nie były zgodne z przepisami w trakcie meczu, to zespół ma szanse je nadrobić. Ale coraz częściej do kontrowersji dochodzi w końcówkach spotkań i wtedy taka wideoweryfikacja mogłaby być niezastąpiona.

Czyli można mówić o wyraźnym wpływie sędziów na wynik niedzielnego spotkania?

Nie chcę obarczać winą za ostatnią bramkę dla Tarnowa sędziów prowadzących spotkanie na boisku, bo sytuacja była dynamiczna, obaj biegli na swoje pozycje i mogli faktycznie nie słyszeć syreny kończącej mecz. Ale delegat powinien podjąć ostateczną decyzję, bo w końcu widział całe zajście z najlepszego miejsca. 

Elektronika mogłaby mu pomóc.

Mamy od pięciu lat do czynienia z ligą zawodową. Był czas na skorzystanie z nowoczesnych rozwiązań i wprowadzenie przepisów do ich stosowania, był czas to przetestować. Zwłaszcza, że poziom rozgrywek się podniósł. W tej chwili w tabeli zespoły z miejsc od czwartego do dziesiątego dzielą pojedyncze punkty. Wygrać może każdy z każdym, a widowiska coraz częściej będą zacięte. Częściej będą oscylować wokół remisów, więc końcówki będą przynosić nowe dyskusje. Po co więc je kontynuować, skoro można skorzystać z już znanych narzędzi?

A co ze szkoleniem sędziów?

Powtarzam to od lat. Sędziowie powinni być szkoleni, podnosić swoje kwalifikacje i powinno dojść do wyraźnej weryfikacji sędziów. W tej chwili mamy wyniki ocenowe sędziów głównych w skali od 1 do 10, wystawiane po meczu. Ale to chyba za mało. W tym wszystkim zapomina się o szkoleniu sędziów stolikowych. Często od nich słyszę, że przyszli obejrzeć mecz. A powinni sędziować spotkanie. Skupić się na tym, kiedy mija czas, prawidłowym operowaniu zegarem. Delegaci także powinni obserwować mecz do tego stopnia, by móc w kluczowym momencie pomóc sędziom prowadzącym mecz w podjęciu prawidłowej decyzji.